Kiedyś napisałam post o tym, jak marketing w branży kosmetycznej oszukuje ludzi, sprzedając im bezczelne badziewie.
Rzecz w tym, że od dawna marzyłam o stworzeniu linii kosmetyków do cery problematycznej. Wiem, że to nie jest typowo męska gra, ale moja przedsiębiorcza natura widziała w tym dobry sposób na zarabianie pieniędzy. Niestety, ta ambicja nigdy się nie zmaterializowała, ale nauczyłam się kilku rzeczy:
Większość kosmetyków dostępnych na rynku nie ma naukowych dowodów potwierdzających ich skuteczność w poprawie stanu skóry i włosów.
Wiele kosmetyków powstaje w ramach outsourcingu. Oznacza to, że osoby takie jak ja (które chcą produkować kosmetyki) udają się do fabryk, a one zajmują się wszystkim, od składników po opakowania (wiele suplementów diety również to robi).
Nawet technologom w tych zakładach często brakuje dobrego wykształcenia z chemii i biochemii. Infrastruktura techniczna również często pozostawia wiele do życzenia. Wcześniej tego nie rozumiałem, ale teraz rozumiem to doskonale.
Surowce do produkcji kosmetyków kupowane są w Azji, głównym dostawcą są Chiny.
Bardzo drogie kosmetyki nie zawsze są bardzo przydatne
. Wręcz przeciwnie. To proste składniki podawane jako coś wyszukanego. Doskonałym przykładem są kosmetyki Is Clinical, sprzedawane na Ukrainie przez kosmetologów (a następnie przez BMED) – zupełnie bezużyteczne, wręcz absurdalne składniki za gigantyczną cenę (na przykład serum na trądzik za 5500 UAH z alkoholem i witaminami C i E
– frajer to nie mamut).
Pojawia się pytanie: co zastosować, jeśli naprawdę tego chcesz? Tutaj
musisz mieć podstawową wiedzę z chemii i biochemii. Owszem, istnieją substancje korzystne dla skóry, ale nie wszystkie z nich wnikają w nią. Skóra jest zaprojektowana tak, aby stworzyć niezawodną barierę przed wszelkiego rodzaju antygenami (chociaż słaba bariera może również prowadzić do alergii). Ważne jest, aby zrozumieć, że substancje lipofilowe o małych rozmiarach cząsteczkowych wnikają w skórę. Aby to osiągnąć, substancje, które chcesz wstrzyknąć w skórę, muszą zostać umieszczone w liposomach. Mówiąc w skrócie, w bąbelkach. A te bąbelki muszą być małe, o rozmiarze około 90-250 nm. Proces wytwarzania tych bąbelków jest technologicznie złożony. Nie każdy zewnętrzny producent może to zrobić za Ciebie, ale jest to konieczne, aby kosmetyki działały.
A teraz kilka słów o tym, co wkładamy do tych butelek. Pod tym względem Azjaci posunęli się o krok dalej. Szanuję ich kosmetyki (oczywiście nie wszystkie). Odkryli wiele substancji roślinnych, które rzeczywiście wpływają na skórę (synteza elastyny, kolagenu, hamowanie MMP/hialuronidazy itp.).
Doskonałym przykładem jest wąkrota azjatycka (Gotu Kola). Tak, występuje w wielu koreańskich kosmetykach, ale potrzebny jest taki z liposomami (chociaż nawet te czasami nie podają rozmiaru liposomów). Dr Melaxin, na przykład, produkuje ten produkt (istnieje wiele podróbek, więc bądźcie ostrożni). Mają też krem o nazwie Exosome Repair Cream. Doskonale wpływa na elastyczność skóry (najprawdopodobniej poprzez hamowanie hialuronidazy) i kosztuje około 15 dolarów za tubkę.
Drugi przykład pochodzi z Japonii (na zdjęciu).
Posunęli się jeszcze dalej i zaczęli dodawać do kosmetyków eksosomy ludzkich komórek macierzystych. To te same, które są sprzedawane na Ukrainie za ogromne pieniądze jako superprodukt. Te eksosomy są dodawane do maseczek i serum. Można nawet kupić coś podobnego tutaj za około 25 dolarów. Jednak te eksosomy nie są odpowiednie dla każdego!
Zasadniczo chodzi mi o to, że w tej branży jest mnóstwo oszustw i marketingu, i trzeba się dobrze zastanowić, zanim się cokolwiek kupi i nałoży na skórę, zwłaszcza z taką regularnością. Nie wspomniałem nawet o szkodliwych składnikach używanych w kosmetykach, a jest ich mnóstwo.